Czy zawsze byłam fit?

20:13

Wiele z was myśli, że od zawsze byłam taka szczupła, silna i fit. Niestety tak nie było. Moja historia bycia fit jest długa i nie zawsze kolorowa, ociera się o granice anoreksji i pełna jest cellulitu. 


Przeczytaj ten post. Z samych zdjęć niewiele zrozumiesz. 

Zacznę od samego początku, kiedy to miałam ok. 8 lat. Wtedy też zaczęłam się rozwijać fizycznie, płciowo. Biust zaczął mi bardzo szybko rosnąć i musiałam nosić biustonosz. Pamiętam, że zarówno chłopcy, jak i dziewczynki bardzo mi dokuczały z tego powodu. Potem zaczęły rosnąć biodra, uda, zaczęła zarysowywać się talia i bardzo szybko rosłam. Kobietą stałam się zdecydowanie za szybko- w wieku 10 lat. Nie przeżywam tego faktu traumatycznie. Dobrze wiedziałam co i dlaczego dzieje się z moim ciałem. Niestety otoczenie nie do końca to akceptowało. W wieku 12 lat wyglądałam identycznie jak teraz, w sensie wzrostu i ogólnego zarysu sylwetki. Zaczęły się pierwsze kompleksy, a z wiekiem były coraz większe i było ich coraz więcej.

W szkole wmawiano mi, że jestem gruba i taka się czułam. Zaczęło się pierwsze odchudzanie- przestałam jeść kanapki w szkole, wyrzucałam je po drodze albo chowałam po kątach. Wtedy i jeszcze długo potem wydawało mi się, że niejedzenie jest równoznaczne ze schudnięciem. 

W gimnazjum problem tylko się pogłębiał. Przestałam jeść nie tylko drugie, ale i pierwsze śniadanie. Ciągle chodziłam głodna, bolała mnie głowa, łatwo było wprowadzić mnie z równowagi. W tym okresie zaczęłam też ćwiczyć tysiące brzuszków dziennie, z nadzieją, że to pomoże. Wtedy jadłam jeszcze obiady i kolacje. Bardzo często miałam też napady na "szafkę ze słodyczami", potrafiłam zjeść całą zawartość w kilka minut! Rodzice musieli zamykać ją na klucz. Wtedy byłam w stanie zjeść nawet kakao czy galaretkę na sucho, byle było by słodkie! 

Końcówka gimnazjum lub początek liceum
W moim domu jednak ogólnie jadło się zdrowo, dużo warzyw, sezonowe owoce. Wszystko z własnej działki, niepryskane. Nawet ziemniaki tata uparł się sam hodować, ku nieszczęściu reszty rodziny, bo ktoś to musiał pielić. Nigdy nie wolno było nam zjadać słodkiego zamiast konkretnego posiłku. Nie jedliśmy dużo mięsa, ale za to wiele zamienników, jak na przykład kotlety sojowe. Jedzenie było bardzo różnorodne. Mama zawsze mówiła, że trzeba jeść wszystko, a przynajmniej spróbować. 


Liceum było dla mnie pewno rodzaju nowym startem, chociaż nadal w tej samej malutkiej miejscowości i prawie tymi samymi twarzami, doszło trochę nowych ludzi z pobliskich miejscowości. Niedługo potem moja mama wyjechała do pracy za granicę i dom spoczął po części na moich barkach. Wtedy bez problemu mogłam nic nie jeść, bo nikt nie mógł tego kontrolować. Nie jadłam więc żadnego ze śniadań, skromny obiad i na ogół brak kolacji. "Już jadłam."- mówiłam tacie, kiedy wrócił z pracy.

W końcu ważyłam już tylko 53 kg przy 170 cm wzrostu. Ćwiczyłam coraz więcej i coraz ciężej, chociaż nie było to nic konkretnego, bo wtedy nie było jeszcze filmików na YouTube, ani blogów, takich jakie są teraz. Moja cera była była sino blada. Ledwo stałam na nogach. Któregoś dnia poszłam oddać krew, lekarz nie chciał mi wierzyć, że ważę 50 kg. Po pobraniu krwi zemdlałam i pół godziny próbowałam dojść do siebie. Niestety to nic nie dało i przewieziono mnie do kliniki lekarskiej. Tam dostałam parę zastrzyków. Przez jakiś czas zostałam w domu. Miałam bardzo ostrą anemię. 

Tuż przed opisanym pobraniem krwi, dosłownie tego samego dnia sama ścięłam zapuszczane parę lat włosy
Kilka miesięcy później

Niedługo potem wyjechałam do narzeczonego. Mieszkaliśmy i pracowaliśmy razem w Holandii. Byliśmy razem non stop i niestety dla mnie ówczesnej, musiałam jeść, bo Khalid cały czas był ze mną. Jedzenie nie było zbytnio zdrowe, bo nie było dużo czasu na gotowanie. Zaczęłam tyć, pomimo ciężkiej pracy. Nie miałam już czasu na ćwiczenia. Zaczęłam też brać tabletki antykoncepcyjne, które tylko pogłębiły problem. W rezultacie ważyłam ok. 65 kg.

Ocknęłam się dopiero, kiedy K. powiedział mi w żarcie, że mam dupę jak babcia. Chodziło mu o cellulit, a na mnie wylądował kubeł lodowatej wody. Dopiero dotarło do mnie jak wyglądam. Zaczęłam bardziej uważać co jem i w jakich ilościach. Niedługo potem znalazłam nieco lepszą pracę w Belgii. Znów zostałam sama i mogłam sama kontrolować swój jadłospis. Jadłam mniej i nieco zdrowiej, ale jadłospis nadal pozostawał wiele do życzenia. Schudłam do ok. 62 kg.

W lipcu 2011 roku zaczęłam bardziej interesować się zdrowiem. Cały czas byłam zmęczona, śpiąca, ciągle chorowałam. W internecie znalazłam masę informacji o tym jak pożywienie ma wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Z dnia na dzień zostałam weganką. Czułam się coraz lepiej, coraz lepiej wyglądałam. Chwilę później zaczęłam ćwiczyć. Stwierdziłam, że skoro moje zdrowie leży w moich rękach to tak samo jest z wyglądem mojego ciała. Skoro inni potrafią to czemu nie ja?




Wtedy był zaczął się szał na "trenerkę wszystkich Polek", więc i ja zaczęłam z nią ćwiczyć. Całe szczęście szybko mi się znudziła i przerzuciłam się na YouTubowe treningi. Szczególnie przypadła mi do gustu Cassey Ho, z kanału Blogilates. Moja sylwetka zaczęła wyglądać coraz lepiej.

Po paru miesiącach ćwiczeń bez większego planu

W maju 2013 roku zaczęłam czuć się coraz gorzej, wszystko zaczęło się od paru zemdleń i zawrotów głowy. Z początku myślałam, że jestem przemęczona, więc wzięłam trochę wolnego. Problem zaczął się nasilać. Nie byłam w stanie przejść z kanapy do łazienki, byłam tak osłabiona. Chudłam z dnia na dzień po ok. 0,5 kg. W głowie kręciło mi się już w sekundzie od przebudzenia. Moje mięśnie nie miały w ogóle siły, nie byłam w stanie utrzymać rąk w górze, żeby umyć sobie włosy. Ból głowy też nie ułatwiał jakiegokolwiek funkcjonowania.

Zaczęło się latanie od lekarza do lekarza. Cztery miesiące nikt nie wiedział co mi jest. W końcu przyczynę znalazł neurolog, to bardzo rzadka przypadłość, mój mózg nie pracuje tak jak powinien. Dostałam tabletki. Przytyłam po nich bardzo szybko. Niestety ich dodatkowym efektem ubocznym są zaburzenia miesiączkowania, a w efekcie brak płodności. Nie mogę brać ich non-stop. Biorę tyko wtedy kiedy zaczyna się pogarszać przez okres tygodnia, wtedy wszystko wraca "do normy". Mimo wszystko nadal muszę się walczyć ze sobą, żeby rano wstać i nie zasnąć w połowie dnia. Nie mam tyle siły co normalny, zdrowy człowiek. Odczuwam ciągłe zmęczenie i męczę się bardzo szybko. Stale czuję się wykończona.


We wrześniu wróciłam do żywych. Musiałam zmienić sposób odżywiania, nie mogłam zostać na wegańskiej diecie, nad czym bardzo rozpaczałam. Wprowadziłam jedynie nabiał (poza mlekiem) i ryby. Wróciłam też do ćwiczeń. Tym razem bardziej poważnie, ale i z dużą dozą zdrowego rozsądku. Ustaliłam, że będę ćwiczyć 3 do 5 razy w tygodniu, w zależności  od tego jak się będę czuła na siłach. Zaczęłam od skakanki, bo chciałam spalić "potabletkowy" tłuszczyk. Skakałam interwałowo, a kiedy zawartość tkanki tłuszczowej spadła dołożyłam ćwiczenia modelujące. Głównie były to programy Cassey.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i czytałam coraz więcej fachowej lektury. Szybko zrozumiałam, że zwykłe cardio nie jest dla mnie, a powinnam zabrać się za ćwiczenia z obciążeniem i muszę ćwiczyć całe ciało, a nie skupiać się tylko na dolnych partiach.  Zaczęłam sama układać swoje treningi. W grudniu kupiłam kettlebell, wcześniej pierwsze różowe ciężarki i obciążniki na kostki. Ćwiczyłam z ciężarem własnego ciała; po raz pierwszy wzięłam się za pompki, początkowo przy ścianie, potem na kolanach, aż wreszcie przyszedł czas na męskie. W styczniu kupiłam pierwszy hantel 15 kg i zaczęłam ćwiczyć na bardzo poważnie, pomimo codziennej walki z chorobą. Znalazłam soją drogę.








Jak widzicie wcale nie było kolorowo, otarłam się o anoreksję, bulimię, zachorowałam na anemię, a kiedy już wszystko zaczęło się układać,  dopadła mnie choroba genetyczna. Widzisz, że pomimo tylu przeciwności losu i ludzi zlazłam swoją drogę. Wiem jak ciężko jest walczyć z obsesją odchudzania i jak ciężko jest schudnąć grubasowi, bo sama przez to wszystko przeszłam.


Teraz skoro znasz moją historię i wiesz jak sprawy mają się obecnie, weź ze mnie przykład.
Nie ma dobrych wymówek, są tylko słabi ludzie.


Może Ci się także spodobać:

74 komentarzy

  1. Odpowiedzi
    1. Nie jest istotne to jak jest teraz, tylko to jaką drogę przeszłam, myślę, że ten post pomoże wielu osobom i pokaże, że nikt nie jest idealny.

      Usuń
  2. Przepiękna jesteś teraz Hurija ;) Ja pamiętam Cię jeszcze jak prowadziłaś zupełnie innego bloga i pamiętam m.in. post o tym jaką głupotą według Ciebie jest picie żelatyny... Miło jest znów Cię widzieć i to w o wiele lepszym wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Ktoś ze starych czytelników, a myślałam, że wtedy nikt regularnie tu nie zaglądał. To prawda, blog się zupełnie zmienił, w tej tematyce czuję się jednak pewniej. Dziękuję, że nadal tu jesteś przez ten cały czas :*

      Usuń
    2. Również pamiętam cie z poprzednich lat i ze zdziwieniem odkryłam nową odsłonę twojego bloga:) Gratulacje i trzymam kciuki za dalsze postępy :*

      Usuń
  3. Piękna historia. Podziwiam Cię za to, że masz siłę i życzę Ci duzo zdrowia przede wszystkim ;)
    Mam nadzieję, że zacznę coś robić w końcu i też mi się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś przeczytał,bo podejrzewam,że większość osób obejrzy tylko zdjęcia i nic z tego nie wyniesie niestety.

      Dziękuję :* Ty też dasz radę! Jak ja daję, to każdy da!

      Usuń
    2. A zdziwilabyś się, bardziej zainteresował mnie tekst jak oglądanie Twoich pośladków :D sory moja droga jesteś dla mnie miss fotek pośladek i tak Cię od dziś ochrzciłam :P potraktuj to jako wielkie uznanie od matki polki :)
      Sport nas bardzo zmienia, to taka niezla terapia psychiczna z efektem ubocznym w postaci ładnego ciała, ja sama bardzo wiele przeszłam i dziś mogę z dumą powiedzieć,że ta dziedzina mnie bardzo zmieniła, na dobre oczywiście.

      Tym wpisem pokazałaś,że jesteś fajną mądrą dziewczyną i takich wpisów poproszę więcej. (może już nawet być z tymi pośladami :P )

      Usuń
    3. Dziękuję ślicznie. Widzisz, poza pośladkami,mam też mózg! A to niespodzianka! :D

      Masz rację, bycie fit do terapia dla duszy i ciała.

      Usuń
    4. haha cieszę się,że masz dystans do siebie :)

      Ty chyba dziecko rocka jestes co?

      Usuń
    5. Żeby tylko rocka, metal w najcięższym wydaniu, a nawet gotyk. ;)

      Usuń
    6. oooo pozdrawiam Cię zatem siostro :D Ave!

      Usuń
  4. bardzo inspirujący post, głupio mi sie robi na sama myśl, że mi jako zdrowiej osobie nie chce sie ćwiczyć, a Ty walczysz z przeciwnościami losu z sukcesem. To sie nazywa siła ;) podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  5. W tak krótkim czasie, osiągnęłaś niebywałe efekty. Podziwiam i zazdroszczę determinacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam, chylę czoła, jesteś moją motywacją, aktualnie walczę z lenistwem i przemęczeniem, ale wiem,że uda mi się wrócić do treningów ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zamyśliłam się przy czytaniu, trzeba mieć dużo siły w sobie - niezła motywacja dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam Cię na prawdę:) Bardzo motywujesz:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj!!! Motywujesz lepiej niż Chodakowska!!!! Ja mam taki problem,że jestem naturalnie szczupła (168cm i 46 kg) no i niestety chyba nigdy nie zgrubnę, jestem koścista i żylasta z płaskozadem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to też jest rada, mam "taki przypadek" w domu. ;) Post się pojawi.

      Usuń
    2. to zdecydowanie czekam!!!!

      Usuń
    3. Ja również czekam!!
      Monika

      Usuń
    4. Tu chyba nie chodzi o to, żeby zgrubnąć, tylko nabrać mięśni, nie? A nabrać mięśni dzięki ćwiczeniom może każdy :)

      Usuń
  10. Większość z nas coś przeszła w życiu i sama wiele razy się zagubiłam- także fajnie jest czytać podobną historię z hepi endem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że podobnych historii jest wiele i było by dobrze, żeby zawsze był ten happy end.

      Usuń
  11. Patrząc na Twoje zdjęcia człowiek dochodzi do wniosku, że jednak da radę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. super, że się nie poddałaś i jesteś teraz w tym miejscu swojego życia :) kiedyś bardzo często miałam anemie... więc wiem o czym mówisz :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba każdą z Nas spotkało coś co przeszła i nie było to przyjemne. Każda z Nas ma jakieś potknięcia za sobą,wiem coś o tym.

    Powiem Ci że pokazałaś tym wpisem ile człowiek może zrobić jeśli tylko się przyłoży. Jesteś mądrą dziewczyną,fajnie że napisałaś tak prywatnie i dałaś się poznać od innej strony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele z was prosiła o bardziej prywatny wpis. Jest prywatnie aż do bólu. ;) Pewnie nie jedną z czytelniczek miała o mnie zbyt wyidealiziwane zdanie, obraz mojej osoby. Wiele tez twierdziło, że wszystko przyszło mi łatwo i szybko. Jak widać prawda jest nieco inna. ;)

      Usuń
  14. Inspirująca historia... Mam za sobą wiele lat 'wagowych potyczek', również zaliczyłam anemię... Zaczynałam odchudzanie, kiedy dopiero pojawiały się w prasie słowa takie jak 'dieta' i 'ćwiczenia', a kiedy do szkoły przyniosłam w słoiczku sałatkę zamiast drożdżówki - zostałam wyśmiana nawet przez nauczycieli...

    Gratuluję sukcesu!! :)

    www.eatsmart4ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. nic nadzwyczajnego, udzie mają większe problemy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodziło o licytowanie się kto ma gorzej. Zwyczajnie napisałam jak było u mnie.

      Usuń
  16. Brawo za odnalezienie w sobie siły i motywacji, żeby osiągnąć cel przy tylu przeciwnościach losu :) Bardzo inspirująca historia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. wielki szacunek, jesteś prawdziwą inspiracją! :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Gratuluję przemiany :) pokazujesz, że każdy może. Wspaniale, że dzielisz się z czytelnikami tym, do czego doszłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Naprawdę dużo przeszłaś :) Z jednej strony to źle, a z drugiej dobrze, bo dzięki temu to wszystko ukształtowało Cię na dobrego człowieka. Od dziś jesteś moją inspiracją. Ogromną inspiracją :) Twoja życiowa droga nie była łatwa, oby teraz wszystko szło po Twojej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. ;) I masz rację. Bez tego wszystkiego nie byłabym tym kim jestem teraz.

      Usuń
  20. Przestroga dla nie jednej dziewczyny. Ja na całe szczęście nie musiałam walczyć z anoreksją czy bulimią. U mnie czasami wygrywa miłość do słodyczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodycze to moja miłość i nienawiść. ;) Obecnie jem owoce i własne wypieki.

      Usuń
  21. Uwielbiam Babki, które mimo przeciwności losu walczą i nie poddają się. bardzo się cieszę, że zechciałaś podzielić się swoja historią ^_^

    OdpowiedzUsuń
  22. Naprawdę sporo przeszłaś, więc tym bardziej czapki z głów za to, gdzie znajdujesz się teraz. Pełen podziw!

    OdpowiedzUsuń
  23. moim zdaniem nigdy nie bylas gruba. mialam po prostu problemy z akceptacja. 65 kg przy takim wzroscie i narzekasz? ja mialam 70 kg przy 160 cm... to juz powinnam sobie zyly podciac chyba, a teraz przy ok. 55 kg to pewnie wg ciebie tez powinnam nic nie jesc... dziwny ten post... niby motywuje, ale tak naprawde pokazuje tylko jakie masz problemy z soba i akceptacja siebie. a twoj facet to swinia skoro mogl ci powiedziec ze masz tylek jak babcia. moj mi nigdy (nawet w zartach czy w zlosci) nie wytknal, ze nei wygladam idealnie, no ale to twoj facet, nie moj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam żadnych problemów z akceptacją siebie obecnie. Twój komentarz jest obraźliwy.

      Usuń
  24. Pierwszy raz jestem tutaj, postanowiłam zrobić sobie wycieczkę po fitblogach :) Twoja historia daje do myślenia, a zdanie o słabych ludziach to sama prawda. Sama wiem po sobie, że momenty, w których odpuszczałam, były momentami słabości psychicznej, nie szukałam wymówek, po prostu żyłam z tą świadomością. Najważniejsze, że dobre nawyki wchodzą do naszej codzienności i pewnego dnia wypad na siłownię to nic szczególnego.
    Pozdrawiam serdecznie, będę zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
  25. Podziwiam Cię, że mimo chorób dałaś sobie ze wszystkim radę i nie zrezygnowałaś ze swojego celu. Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ogromnie gratuluję wytrwałości, Twoje samozaparcie jest lepszą motywacją niż najbardziej umięśniona dziewczyna w sieci! Nigdy się nie poddawaj, trzymam za Ciebie kciuki życzę szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  27. bardzo się cieszę, że wszystko dobrze się skończyło! przeszłaś niesamowitą przemianę, nie tylko fizyczną, ale również psychiczną :) wyglądasz wspaniale! i mam nadzieję, że tak też się czujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Nigdy nie piszę komentarzy, ale dziś musiałam... :)
    Przeszłaś naprawdę długą i ciężką drogę, nie tylko fizyczną ale i psychiczną i poradziłaś sobie teraz świetnie. Do tego super teraz wyglądasz! :)
    Poza tym muszę napisać, że dzięki Tobie zaczęłam przygodę ze zdrowszym stylem życia, zaczęłam ćwiczyć i tak naprawdę pierwszy raz od dawna polubiłam swoje ciało :) Posty 'fit' zaczęłam czytać po raz pierwszy na Twoim blogu, kiedy zmieniałaś tematykę z kosmetycznej na obecną (uwielbiałam Twoje makijaże ;) )
    Dziękuje Ci więc za ten post jak i za wszystkie inne :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję Tobie, że nadal tu jesteś! ;) To jest dopiero dla mnie wyróżnienie.

      Usuń
  29. Przeczytałam calutkie i szczerze podziwiam za wytrwałość i ogromną wolę walki. I aż mi wstyd za siebie, za to jaka jestem leniwa i karmię się głupimi wymówkami, które nic nie znaczą. Życzę dużo, dużo zdrowia i w dalszym ciągu wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Kochana, szacun! świetnie wyglądasz, masz cudowną figurę i niesamowicie silną osobowość. Motywujesz! Pozdrawiam serdecznie, trzymaj tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Witaj :) Jak w tempie około 2 miesięcy zgubić tłuszczyk z brzucha, ud i boczków ? Mogę nawet poświęcić swoje piersi :) hehe :) Powiedz co dokładnie robić bo sama nie mogę sobie poradzić i siebie zmotywować :) a myślę że jeśli to będzie trening ułożony przez Ciebie to dam sobie radę i będę wyglądać również świetnie jak ty :) Pozdrawiam Dominika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominika polecam HIIT 3x w tygodniu, ale możesz też napisać do mnie e-mail. ;) No i odpowiednie odżywianie, bo bez tego nic się nie uda.

      Usuń
  32. nie skasuję, bo bardzo w temacie <3 zapisuję sobie w zakładach i jutro wnikliwie przestudiuję posty jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się teraz jak małe dziecko z lizaka :)

      Usuń
  33. Gratuluję wytrwałości Paulinko!! Ja właśnie zaczynam "przygodę" ze zdrowym odżywianiem i ćwiczeniami. Miesiąc jest już za mną i niestety moja motywacja i wszystko co z tym zwiazane runeło.. Neofita ze mnie...teraz jestem na etapie gdzie dosłownie wszystko pożeram- ciastka, czekoladki, krówki... nie potrafię nad tym zapanowac, czuje sie jak alkoholik bez słodkiego. Przez ten miesiąc bylo ok, dawałam radę, teraz jest okropnie. mam ogromne wyrzuty z powodu zjedzonych kalorii. Wiem, muszę sie wziac w garsc!! Od jutra...

    OdpowiedzUsuń
  34. Szacun! Wiele osób by się poddało w połowie np. ja, no ale u mnie to w drugą stronę, bo ja za chuda jestem i przytyć nie mogę przez co moje ciałko zgrabne nie jest... :(

    OdpowiedzUsuń
  35. Ależ Cię natura/geny obdarzyły ;)
    PS. Tak, przeczytałam cały post, bardzo motywujący. W połączeniu z Twoją figurą Twoja siła daje mi kopa. Szperając po wieli fitblogach ciężko było mi znaleźć kobiecą figurę jaką sama mam, i przez to tylko że czułam się jak nienormalna wydawało mi się, że nic ze mną nie da się zrobić. Teraz będą zmiany :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Myślę że droga która przeszlas doprowadziła cie do dobrego miejsca. Dbanie o zdrowie i dobra figure jest bardzo trudne.. ten post na pewno wielu pomoże!

    OdpowiedzUsuń
  37. Zgadzam się z przedmówczyniami, jestem pełna podziwu dla Twojej osoby, wiele przeszłaś...
    Jesteś motywacją dla wielu z nas, pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  38. Dzięki Twojemu blogowi i wpisom, Twojej historii zaczęłam sama zastanawiać się co zmienić w swoim życiu i jak zacząć. Najpierw postanowiłam odstawić całe śmieciowe jedzenie i słodkości, które towarzyszyły mi od zawsze, odkąd pamiętam potrafiłam jeść dużo ale nie widziałam, żebym przytyła. NIestety jak tylko przeprowadziłam się z PL do DE od razu zauważyłam, że przytyłam parę kilo, nie jestem gruba, ale czuję się z tym źle. Pierwsze ćwiczenia mam za sobą, ból mięśni, zakwasy owszem dają w kość, ale świadomość tego, że poczyniłam pierwsze kroki ok 3 tyg odstawiając jedzenie a tydz temu zaczęłam ćwiczyć, jest ważniejsza niż cokolwiek innego :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  39. Jestem pod OGROMNYM wrażeniem i aż mi głupio, że mi się tak często nie chce :) Teraz za każdym razem, gdy będzie mi się wydawało, że nie mam siły - pomyślę sobie o Tobie i Twojej wytrwałości. Udowadniasz, że jeśli ktoś naprawdę chce, to znajdzie sposób. Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Muszę przyznać, że nasze historie mają kilka wspólnych punktów, może dlatego jest mi łatwiej wczuć się w tę historię i na pewno dlatego tym bardziej podziwiam Twój upór i to, ile osiągnęłaś. Serio, jestem pod wrażeniem i wiem, że ciężka praca daje efekty. Gratuluję charakteru, będę do Ciebie zaglądać po łyk motywacji :) :-*

    OdpowiedzUsuń
  41. Pierwszy raz na Twoim blogu i naprawdę inspirujący post, dzięki!
    Teraz mi głupio że właściwie bez żadnych trudności ciągle zawalam, niestety dietę bo z treningami wszystko ok...
    Ale z tym byciem grubasem przesadziłaś, bo aż tak tragicznie nie było, 65 kg przy 170 to w miare "przecietna' waga.

    OdpowiedzUsuń
  42. Hurija! Kto Ci pomógł wyleczyć się z bulimii i anoreksji ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie poradziłam, ale z perspektywy czasu wybrałabym terapię.

      Usuń
  43. w tym momencie dałaś mi ogromną motywację, biegnę ćwiczyć! :)
    masz jakiś sposób na brzuszek?

    OdpowiedzUsuń
  44. Kochana, sporo przeszłaś! Cieszę się, że udało Ci się wyjść na prostą, a nawet jeszcze dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  45. a czy przy takiej zmianie wagi przybylo Ci rozstepow czy jestes z tych szczesciar ktore maja djna skore ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozstępy mam na biodrach, białe, od 13 roku życia. Pojawiły się od dojrzewania, od tamtego czasu nie mam więcej.

      Usuń
  46. Moze to głupie i banane, ale w Twoim poscie odnalazłam czastę siebie. W gimnzajum wygladałam jak pączuczek, natomiast wraz z rozpoczęciem liceum rozpoczełam też walkę o lepszą wersję siebie. I sie udało. Teraz jestem bardzo zadowolona ze swojej figury. W końcu polubiłam swoje ciało. Ale jestem dopiero na poczatku tej drogi ... Wierzę, że mi się uda ;) Gratulacje dla Ciebie. Jestem pod wrażeniem Twojej wytrwałosci!

    OdpowiedzUsuń
  47. Cześć a ja mam prośbę: mogłabyś opisać szerzej HIIT na skakance? Jak to u Ciebie wyglądało? Nie wiem czy jeszcze tutaj działasz ale może się uda i odpiszesz :)

    OdpowiedzUsuń

Powiedz mi co myślisz!

Jeśli masz do mnie pytanie lub potrzebujesz porady, najlepiej napisz tutaj: paulina@hurija.com